Kiedy ktoś pyta mnie: „czego potrzeba waszym zwierzętom?” zwykle natychmiast  odpowiadam: „domów!”.

Jedynym sposobem, żeby Fundacja mogła działać i stale przyjmować kolejne potrzebujące pomocy zwierzęta jest przekazywanie tych wcześniej przyjętych dalej – do docelowych, stałych domów. Jest to też oczywiście najlepsza opcja ze względu na jakość opieki i ilość czasu, jaki może poświęcić zwierzęciu ktoś mając pod opieką jedno lub kilka zwierząt – opieka w organizacji czy schronisku nigdy nie może się z tym równać, niezależnie od dobrych chęci. Szukamy więc domów dla ogromnej większości naszych psów i wszystkich kotów. Widzieć jak funkcjonują w domach adopcyjnych i jak stają się członkami swoich nowych rodzin jest dla nas absolutnie rozbrajające, jest najcenniejszym motywatorem do dalszego działania – szczególnie, jeśli dotyczy tych trudniejszych przypadków.

Nowych domów szukają praktycznie wszystkie psy i koty, które do nas trafiają. Nie wszystkie znajdują – psy trudne, agresywne, dzikie czy po prostu stare nie są atrakcyjnym kąskiem dla poszukujących, dlatego zdarza się, że spędzają pod naszą opieką resztę swojego życia – ciągle szukając. Zdecydowana większość jednak prędzej czy później znajduje swojego człowieka i dom na stałe, co jest absolutnie fantastyczne. Jeśli więc szukasz przyjaciela, koniecznie zajrzyj tutaj i tutaj – jeśli nie szukasz to także zajrzyj, czasem udana adopcja wcale nie zaczyna się od szukania.

Nasze konie nie są przeznaczone do adopcji realnej. Temat rozważaliśmy bardzo długo i z wielu stron, ostatecznie podejmując taką właśnie decyzję. Osoby chcące realnie adoptować konia uzyskują od nas natomiast pomoc w samodzielnym jego wykupie – staramy się znaleźć zwierzę potrzebujące w danym momencie pomocy i dopasowane do możliwości i potrzeb swego przyszłego właściciela.
Gorąco zachęcam do poznania szczegółowych historii naszych koni opisanych w ich dziale na stronie, tutaj.

Jak wygląda adopcja?

Mam wrażenie, że udana adopcja wcale nie opiera się na jakimś konkretnym typie przyszłego opiekuna – ani też na tym, aby przygotować zwierzę na całkowicie grzeczne i bezproblemowe. Chodzi po prostu o to, aby trafnie dobrać zwierzę do swoich potrzeb, stylu życia, aktywności i upodobań. Ogromna większość naszych podopiecznych to psy, kotów jest zdecydowanie mniej, ich adopcja jest też łatwiejsza ze względu na mniejsze wymagania, dlatego opiszę procedurę psią, nie kocią.
Podczas rozmów moim pierwszym pytaniem jest „jakiego szukasz psa?” – zwykle uzyskuję w odpowiedzi rasę, wiek, ewentualnie płeć. Nie o to chodzi. Potrzebuję informacji jaki ma być to pies, przy czym w kwestii wyglądu znaczenie ma właściwie tylko wielkość. Chodzi o to, czy ma to być spokojny, zrównoważony pies do małego mieszkania starszej osoby, lew salonowy gardzący błotem – czy wręcz przeciwnie, towarzysz dla biegacza. Czy pies ma mieszkać z dziećmi i czuć się dobrze ugniatany osiem godzin dziennie, czy raczej stać się twardym stróżem swej nowej posesji? Takie cechy są zdecydowanie ważniejsze niż rasa – szczególnie, że zaskakująco często to zdanie pada w formie : „chciałbym owczarka niemieckiego albo huskiego”, „podobają mi się wyżły i bernardyny” czy „albo border, albo może jakiś inny taki nie za duży, domowy piesek – a może macie yorka?”. Czyli trochę tak, jakby poszczególne rasy różniły się opakowaniem, mając tą samą wkładkę.

Trzeba wiedzieć, że poszczególne rasy różnią się przede wszystkim cechami charakteru, potrzebami i wymaganiami. I tak owczarek niemiecki i husky to w pewnym sensie dwa krańce skali – jeden nastawiony na pełną współpracę z opiekunem, wyczekujący jego przewodnictwa i przy odrobinie (lub ogromie, zależnie od egzemplarza) włożonej pracy karny i posłuszny – z drugiej niezależny i nieusłuchany lekkoduch, potrzebujący człowieka tylko po to, żeby zabrał do na więcej i więcej wędrówek czy po prostu treningów. Nie wiem więc co myśleć, jeśli ktoś potaje mi tak skrajne rasy jako opis tego, czego chce – odnoszę więc wrażenie, że to chcę jest oparte na wyglądzie czy wręcz modzie, nie znajomości psów. Dlatego dopytuję o tryb życia, o to gdzie pies ma mieszkać, jak wygląda zwyczajny dnień i rozkład rodziny (dzieci, praca, weekendy itp).  Oczywiście – wśród owczarków znajdą się psy wyjątkowo niezależne, a i podobno istnieją husky, które swoich właścicieli słuchają w szerszym zakresie niż „gee” i „ha” – to już jednak omawiamy w dalszej części rozmów przedadopcyjnych.

Stworzę ankietę, która będzie dostępna na tej stronie i która – mam nadzieję – pomoże tak nam, jak i osobom szukającym zwierzęcia ustalić pewien wyjściowy poziom. Uważam, że ten etap to najważniejsza część całej adopcji – decyzja dotyczy bowiem sprowadzenia sobie do domu psa na kilka lub kilkanaście lat. Nie wierzę więc, że zachwycającej urody kawał dziada, będący prawdziwym utrapieniem każdego dnia będzie dla kogokolwiek lepszą opcją niż może i brzydal, ale dobry pies.

A zatem nasza rozmowa jest podstawą – zwykle telefoniczna. Uczciwa, szczera i otwarta, nie handlowe sprzedam ci co tylko zechcesz kupić. Później jest już z górki.

To nie jest tak, że jest jedna, konkretna lista wymagań warunkująca adopcję. Zwierzęta są różne – i my, ludzie, jesteśmy różni, dlatego nie przekonują mnie sztywne procedury, niezależnie od tego, czego dotyczą. Niektóre nasze psy to wspaniałe, cywilizowane i dobrze ułożone stworzenia, mogące natychmiast zamieszkać w każdej niemal rodzinie nie sprawiając przy tym kłopotów. To jednak jest rzadkość, bo każdy pies ma jakiś charakter i – co za tym idzie – w jakichś sytuacjach będzie on niewygodny – w przeciwnych będzie zaletą.  Jednak wiele naszych psów to zwierzęta trudne, mające wysokie wymagania i potrzebujące więcej – a może po prostu nieco inaczej – niż zwykłej, domowej opieki i miłości.

Adopcje traktowane są zawsze indywidualnie, z uwzględnieniem potrzeb każdego poszczególnego zwierzęcia. Mimo stałej umowy adopcyjnej niektóre psy mają listę szczegółowych wymagań, którą formułujemy w oparciu o codzienną pracę z psem, znajomość jego charakteru, potrzeb i nawyków.

Czasem wymagamy odwiedzin psa przed adopcją – w szczególnych przypadkach mogą to być nawet odwiedziny kilkukrotne, żeby pies miał możliwość poznać swoich nowych opiekunów, a co ważniejsze – żeby nowi opiekunowie mogli zobaczyć psa w czasie, kiedy realizuje on określone zachowania – które właśnie sprawiają, że boimy się owej adopcji – np przenoszenia agresji czy panicznej reakcji lękowej. Chcemy, żeby potencjalny właściciel choćby ten jeden raz miał możliwość zobaczyć na co się dokładnie pisze i mógł przekonać się czy naprawdę da sobie radę.
Niektóre psy wydamy wyłącznie do domu lub mieszkania – czyli do ciepłego, ogrzewanego miejsca mniej lub bardziej pełnego ludzi, inne – wyłącznie na zewnątrz, bo na przykład demolują i brudzą do tego stopnia, że nie widzimy szansy na powodzenie mieszkaniowej adopcji. Wymogiem może być obecność lub brak innych zwierząt czy szczególne wymagania np dotyczące ogrodzenia, przez które któryś konkretny pies z lekkością przeskakuje. W szczególnych przypadkach możemy prosić, aby adoptujący udał się z psem na szkolenie – w tych szczególnych przypadkach będzie to raczej szkolenie indywidualne lub nawet praca z behawiorystą, bo owe szczególne przypadki potrzebują takiego traktowania ze względu na swoje szczególne talenta.
Oczywiście – wymogi te są negocjowalne. Jeśli po psa zgłosi się do mnie behawiorysta z dwudziestoletnim stażem w resocjalizacji psów, nie będę mówić mu co ma robić, a wręcz przeciwnie – chętnie sama się czegoś nowego naucz,ę powierzając mu psa i omawiając przypadek. Jeśli jednak zgłasza się ktoś ze słowami „pani, u nas psy z dziada pradziada od zawsze były, ja se sam z nim poradze” – niestety, nie będę skłonna nawet umawiać się na spotkanie.

Zdaję sobie sprawę, że tego typu lista wymagań nie ułatwia znalezienia domu – w znaczeniu wypchnięcia psa. Zdecydowanie jednak wolę odmówić adopcji przed nią niż narażać psa na bardzo prawdopodobne niepowodzenie adopcji – ta pierwsza opcja nic nie kosztuje psa, a jedynie denerwuje osoby potencjalnie zainteresowane, niechętne jednak do zrozumienia sytuacji i z jakiegokolwiek powodu niechętne do wzięcia tej listy pod uwagę.

No właśnie. Robimy wszystko, żeby pokazać psa w pełnej krasie  zanim zapadnie ostateczna decyzja o adopcji. Wielokrotnie zostałam oskarżona o to, że zniechęcam do adopcji i pokazuję psa w złym świetle – czasem moje rozmowy kończą się słowami „to trzymaj se pani sama te psy”. Dlaczego opowiadam o wszystkich psich przywarach i problemach, dlaczego od razu wyznaję całą listę psich grzechów i w pierwszej rozmowie otwarcie mówię, że pogryzł, że ucieka, że smycz przegryza i kury sąsiadom dusi? Ano dlatego, że wolę, żeby ten dziad został u nas, gdzie bez kłopotów radzimy sobie z jego problemami niż trafił do kogoś, gdzie znowu pogryzie, gdzie będzie uciekał, swawolił i psocił, ostatecznie w najlepszym przypadku uprzykrzając życie sobie i opiekunom – w najgorszym tułając się dalej po świecie znów szukając domu? Otóż nie uznaję zwrotów z adopcji. Adoptujący staje się właścicielem zwierzęcia – nie jego tymczasowym opiekunem. Czyli coś jak adopcja dziecka, nie jak zakup telewizora – nie ma „źle działa, proszę mi wymienić”. Pies to żywe zwierzę, mające – podobnie jak ludzie – całkiem nieźle rozwiniętą psychikę i budujący dość stałą strukturę społeczną. Sytuacja utraty domu jest dla psa kompletnym kryzysem – aby to zobrazować, można spróbować sobie wyobrazić sytuację, kiedy samemu zostałoby się przeniesionym w całkowicie obce miejsce, do obcych ludzi, obcego domu, bez żadnego kontaktu z bliskimi – a wręcz w miejsce, gdzie nie mówi się w znanym języku a normy społeczne znacznie różnią się od tych znanych dotychczas. Ba – dla osoby dorosłej, doświadczonej, do tego choćby przeciętnie inteligentnej nie będzie to aż taki znowu duży problem – jednak jak z taką sytuacją poradziłaby sobie osoba starsza, upośledzona lub dziecko? A pies, jak się okazuje, jest właśnie na etapie dwu-trzyletniego dziecka.

 

Nasze adopcje łączy lista absolutnie nienegocjowalnych wymagań. Każdorazowo podpisujemy umowę adopcyjną – nie ma opcji „bez umowy”, „poza fundacją” czy „poza rejestrem”. Nie rozumiem, w czym jest problem i absolutnie nie zgadzam się na przekazywanie zwierząt cichaczem, pod ladą, bez podawania swoich pełnych danych – traktowanych przez nas oczywiście całkowicie poufnie. Dalej – sterylizacja – nie wydajemy psów bez niej lub bez obowiązku jej przeprowadzenia w określonym czasie, jeśli nie można z jakiegoś powodu przeprowadzić zabiegu u nas. Nie u już. Nie wydajemy też psów na łańcuchy ani do kojców, z których pies nie wychodzi na co dzień. Wyjątkiem od tego mogą być np psy dzikie, które mogą być adoptowane na zasadzie umieszczenia na trwałym wybiegu (co uparci mogliby nazwać właśnie „kojcem bez codziennego wychodzenia”). Wymagamy adresówki – już gotowej, przypinanej przez nas przed przekazaniem psa w nowe ręce – ponieważ ucieczki się zdarzają, szczególnie na początku a adresówka jest wynalazkiem naprawdę skutecznie pomagającym psu wrócić do domu, a przy tym kosztuje naprawdę niewiele. Często odmawiamy adopcji, jeśli mamy jakiekolwiek obawy co do dalszego losu zwierzęcia – niezależnie, czy dotyczą one warunków bytowych, zabezpieczenia przed ucieczkami czy jakiejkolwiek innej sfery opieki – odmawiamy i już. Mając kilkoro zainteresowanych wybieramy – chcąc nie chcąc – subiektywnie, mając na uwadze wyłącznie dobro konkretnego zwierzęcia.

Nie ma u nas opłaty adopcyjnej – a wręcz są psy, które gotowi jesteśmy przekazać nie tylko ze słownym wsparciem, ale też z zapasem wyżywienia czy nawet z kojcem (te naprawdę trudne). Jednak ustaliliśmy, że adoptujący musi wesprzeć nasze pozostałe zwierzęta – w wybrany przez siebie sposób. Może zapłacić któremuś szczepienie, kupić worek karmy (najlepiej dopytać co jest akurat potrzebne), posłużyć jakiemuś psu transportem czy zorganizować coś online – np zbiórkę czy pakiety ogłoszeń. Jesteśmy otwarci na Wasze pomysły, ale nie wydajemy już psów na zasadzie powinniście być mi wdzięczni, że go biorę – to nie buduje dobrego fundamentu pod nową relację.

Warto pamiętać, że zawsze staramy się pomóc w rozwiązywaniu problemów. Zawsze prosimy adoptujących, aby odzywali się – szczególnie, jeśli pojawią się jakiekolwiek problemy. Łatwiej bowiem rozwiązać mały, rodzący się dopiero problem niż pomóc, kiedy wszyscy mają już naprawdę dość, a zachowanie psa z pojawiającego się czasem stało się już solidnie zakorzenionym nawykiem.

Liczymy na to, że nasze wspaniałe (choć nie łatwe) psy i równie nie łatwe zasady ich przekazywania spotkają się z życzliwym odbiorem, co zaowocuje wieloma udanymi adopcjami.