Zaczęło się! Na nasze podwórko wjechały samochody i koparka, po czym wczoraj rozpoczął się montaż ogrodzenia nowego wybiegu dla naszych psów. Jestem przeszczęśliwa, że to się dzieje naprawdę!

Inwestycja jest ogromna i była możliwa wyłącznie dzięki pomocy otrzymanej specjalnie na ten cel – na stworzenie fajnych warunków do życia dla naszych zwierząt. Jestem zaszczycona tym, że ją otrzymaliśmy i będę mogła z pomocą tworzonej właśnie infrastruktury działać na rzecz zwierząt na naszym terenie.
Dopiero teraz, sprzątając i zdejmując kawałeczek starego ogrodzenia widzę z dystansu to, czego nie dostrzegałam już na co dzień, przyzwyczajona do stanu jaki był. Stare, zużyte już i zniszczone, do tego pełne chaosu i niedopieszczone, nieodmalowane na czas, zarośnięte. Zakurzone codziennym brakiem czasu – albo dyscypliny, aby robić więcej i wydajniej. Kołkiem podparte, w stanie permanentnej prowizorki, której wymiana na rozwiązania porządne i docelowe zawsze odkładana jest na jakieś „później” z jakiegoś – zawsze przecież niezmiernie ważnego – powodu.

Zastanawiam się ile w tym jest mnie a ile warunków. Jestem chaotyczna, robię dziesięć rzeczy na raz i cały czas uczę się z tym walczyć, staram się planować i trzymać zrobionych planów. A później dzieje się burza – wszystko wali się naraz, rzucając mi z kilku stron jednocześnie same ważne zadania, wszystkie niecierpiące zwłoki i wszystkie do zrobienia na wczoraj. I wylewa się cały ten mój życiowy chaos, i patrzę na siebie samą, starającą się coś z tego poogarniać, pozamykać. I robiącą to – ogarniającą jedną z pięciu rzeczy. I zawalającą pozostałe – te zrobione za późno, za mało, zbyt pobieżnie i za krótko.

Zastanawiam się, czy pisać to wszystko publicznie. Oczywiste jest, że zaraz znajdą się osoby, które mi napiszą „weź się ogarnij”, „po prostu to zrób” czy „rób po kolei”. Yap, dokładnie tak.
Staram się. Robię źle i robię zdecydowanie za mało, chciałabym tak wiele więcej. Ale robię, i dlatego właśnie nie biorę do siebie tej całej krytyki, tego wytykania co jest źle i brzydko. Jeśli ktoś potrafi i chce zrobić to lepiej – chwała dla niego, chętnie pomogę – póki co jednak walczymy po partyzancku i wciąż nie jest to walka na czystym boisku, ale terenowa przeprawa na ugorze.

No właśnie – jeszcze jest, ale niedługo będzie taki niesamowity skok na wyższy poziom! To ostatnie dni takiego czasu, już nadchodzi nowe. Niedługo wypuszczę psy na wielki wybieg – wprost nie mogę się tego doczekać, będą wniebowzięte!

Teraz jeszcze jednak czekamy, w tej ciszy tuż przed. I zastanawiam się nad tym wszystkim, co jest w mojej głowie. Jest wdzięczność – wiem, że sama nie miałabym szansy tego zrobić, jeszcze lata ciężkiej pracy dzieliłyby mnie od możliwości sfinansowania tego ogrodzenia. Lata, które sprawiłyby, że takie psy jak Koza czy Maksio nigdy by na tej wybieg nie weszły – po prostu nie zdążyłyby z niego skorzystać, nie mają aż tyle czasu. Jest w mojej głowie zachwyt nad tego rodzaju pomaganiem – nie jest to bowiem chętnie wspierana akcja „ratujemy życie”, nie jest zbiórka na leczenie albo wykup konia, ale pomoc, która jest mało „popularna” wśród Darczyńców. Taka cicha pomoc na cele, o których nie jest głośno na fejsiku, pomoc nie dająca żadnej chwały ani nie łechcząca osoby, która pomaga, poprzez dawanie tego miłego poczucia, że to JA uratowałam. Jest to pomoc, która pozwala komuś innemu działać, która daje narzędzia i służy później przez długie lata. Jest w głowie mojej dużo dobrego, stoję wiec i patrzę na pe pierwsze panele, stojące tak równiutko przy swoich słupkach. I myślę dalej – czy ja na to zasłużyłam? Czy ja podołam zaufaniu, które ktoś we mnie złożył? Przecież tyle powinnam zrobić lepiej, tyle rzeczy robię źle – czy będę potrafiła wykorzystać ten dar tak dobrze, jakbym tego chciała? Boję się zawieść Was, osoby, które są przy nas i wspierają Grey Animals – ale strach ten mnie nie paraliżuje, lecz motywuje. Na pewno potrzebuję czasu, żeby zmieniać to, co jest złe na coś, co będzie lepsze – i później z pewnością będę zmieniać to dalej. Jestem zaszczycona tym, że mogę to robić i każdego dnia będę starać się robić to dobrze – robić lepiej.

Chciałabym na koniec zachęcić Was do przemyślenia takiej formy pomagania. Do wspierania wybranych przez siebie organizacji nie z powodu jakiejś akcji, wielkiej kampanii albo błagalnej prośby – ale dawania tym organizacjom szansy na zwykłe, codzienne działania wykonywane po prostu dobrze i skutecznie. Niedawno ten temat przewijał się u mnie z powodu zbiórki u znajomej – Doroty Ingram, też prowadzącej Fundację, głównie opiekującą się końmi. Dorotę podziwiam za sposób organizowania fundacyjnych działań – zamiast robić ciągle akcje i zbiórki, Dorota pracuje. Założyła ośrodek jeździecki, gdzie wykorzystuje uratowane konie do pracy i zdobywa w ten sposób pieniądze na pozostałe zwierzęta. Jej ośrodek jest dla mnie inspiracją – jest to jedna z naprawdę nielicznych szkółek jeździeckich, gdzie konie spędzają wolną emeryturę i dożywają naturalnej śmierci, gdzie młodzi jeźdźcy uczą się równowagi na końskim grzbiecie bez pomagania sobie wodzami kończącymi się wędzidłem w końskim pysku – i zadającymi koniowi ból każdym jednym szarpnięciem. Jest w działalności Doroty dużo takich małych rzeczy, które sprawiają, że jest dla mnie wzorem i podziwiam to, co robi – i jak to robi. Wiem też, że każdego dnia zmaga się z przeciwnościami. Z tym całym chaosem, o którym pisałam wyżej, z rzeczami, które walą się i sypią, otaczając człowieka rumowiskiem pełnym przeszkód. Dorota działa i walczy z tym, cały czas zawzięcie układając sprawy tak, żeby móc działać dla swoich zwierząt. Niedawno robiła zbiórkę na budowę hali – zadaszonej ujeżdżalni. Czyli nie ratowała bezpośrednio żadnego konia, nie zbierała na żaden wykup ani nawet na jedzenie dla nich – a jednocześnie przecież zbierała właśnie na to, żeby zapewnić życie i jedzenie tak wielu koniom – i to przez lata, kiedy nowa hala będzie służyła do zarabiania. Zarabiania dla nich, nie dla niej.
Nie wiem, jak skończyła się zbiórka – i czy się skończyła. Zachęcam Was do poznania Fundacji Terra Spei i wsparcia jej, bo jest to organizacja naprawdę robiąca kawał dobrej roboty na rzecz zwierząt. A i jeśli chcecie wysłać dzieciaki na obóz jeździecki, to to jest właśnie dobre miejsce, które nie tylko zapewni radość dzieciom, ale też koniom, co tak ogromna większość ośrodków uprzejmie przemilcza.

Pomagajcie więc – nie koniecznie wielką pomocą, ale pomocą trafną, wycelowaną w zmianę, nie konsumpcję. Ja z pokorą i zachwytem obserwuję niesamowite efekty Waszej pomocy. I dziękuję!

 

p.s.
Czas mi się skończył – w tym tekście nie będzie zdjęć, przynajmniej póki co. Postaram się dodać je później.

Fundacja Grey Animals

Adres:
Sierosławice 18, 46-220 Byczyna

Telefon:
+48 500162535
+48 506935278

KRS: 0000375270
NIP: 7511762559

Numer konta:
54 1050 1504 1000 0023 5398 5498

PayPal:
fundacja@greyanimals.org