Kuba (Koza!)

Mały, czarny piesek z bródką, którego ulubionym zajęciem jest stanie na budzie i opieprzanie sąsiada z kojca obok. Albo współlokatora, który ośmielił się wejść do tej właśnie budy. Albo bezczelnych psów, które ośmieliły się biegać przed jego kojcem i – co gorzej – się bawić.
Koza to mały choleryk, ciągle przejęty, podenerwowany, zajęty walczeniem o swój porządek i swoją wizję okolicy.

Trafił do nas w dość smutny sposób – jego właścicielka, starsza pani, została przewieziona ze swojego domu do ośrodka opieki. Była to samotna osoba i nie było komu zająć się jej psem, więc policjanci przewożący ją po prostu wypuścili psa z domu i zamknęli drzwi w pustym budynku, po czym odjęchali, zabierając właścicielkę i pozostawiając Kubę na pustym, nieogrodzonym podwórku.
Swoją drogą, to samo w sobie jest dość absurdalne i wymyka się procedurom, jakie w takiej sytuacji urzędnicy i funkcjonariusze winni byli wypełnić.

Jakieś dwa tygodnie później gmina odezwała się do nas z prośbą o zabezpieczenie psa. Złapanie go nie było prostą sprawą – okazał się być bardzo nieufny i zdecydowanie trzymał się na dystans, a brak ogrodzenia nie ułatwiał sprawy. Ostatecznie udało się zwabić go na sąsiednie podwórko i później do transportera. Wkrótce jednak okazało się, że „mały czarny” nie jest taki całkiem chętny do współpracy i gryzie, kiedy ktokolwiek próbuje go dotykać.

Mijały tygodnie, Koza przyzwyczaił się do nas i zaakceptował nową sytuację, zawsze jednak trzyma się na dystans. Podejrzewam, że podobnie funkcjonowało jego życie ze staruszką – wydaje się bowiem być psem „bezdotykowym”, a próby dotykania czy drapania do dziś czasem kończą się atakiem. Pogodziliśmy się więc z tym, że Koza jest psem półdzikim i chociaż żyje obok nas, chętnie za nami chodzi i jako tako akceptuje zapinanie smyczy, nie lubi i nie polubi głaskania.

Teoretycznie jest psem do adopcji, jednak nie oszukujmy się – jego szanse są zerowe. Mały kundel niepodobny do żadnej rasy. Do tego czarny – czyli najmniej chętnie adoptowana maść psa, oceniana jako mniej przyjazna, bardziej agresywna i z gorszymi predyspozycjami do adopcji – co pokazały badania przeprowadzone w 2013 roku na Penn State Erie’s Behrend College. Jakby tego było mało – Koza faktycznie gryzie, nie jest to tylko nasza obawa przed jego potencjalnymi możliwościami. A do tego wszystkiego jest po prostu stary – co pomijając jego wszystkie inne cechy, samo w sobie bardzo utrudnia sprawę. Zatem Koza to „pies same wady”, którego szansa na udaną adopcję jest naprawdę minimalna.

Mieszka zatem u nas, gdzie może bezpiecznie dożyć swoich dni wśród znanych sobie psów, z dostępem do jedzenia, wybiegu i ciepłej budy. Nie nadaje się na pieska salonowego, nie będzie siedział na kolankach, absolutnie nie toleruje dzieci. Jest po prostu trudnym psem. Jeśli miałby być adoptowany, to musiałby mieć kawałek ogrodu, opiekę raczej bezdotykową i opiekuna gotowego tolerować od czasu do czasu niewielką dziurę w ręce – albo używającego rękawic. Kto chętny – zapraszamy – już widzę te tłumy 😉

Sticker
Next Post
Marta Wanetzky Matuszczyk

Author Marta Wanetzky Matuszczyk

More posts by Marta Wanetzky Matuszczyk

Leave a Reply

Fundacja Grey Animals

Adres:
Sierosławice 18, 46-220 Byczyna

Telefon:
+48 500162535
+48 506935278

KRS: 0000375270
NIP: 7511762559

Numer konta:
54 1050 1504 1000 0023 5398 5498

PayPal:
fundacja@greyanimals.org