Dzień dobry Wam!

To mój pierwszy wpis na blogu od jakichś trzech lat – tyle trwała przerwa w regularnym działaniu fundacyjnej strony i tyle zajęło mi stworzenie tej, nowej. Oczywiście, co widać, strona nie jest gotowa, jest to cały czas plac budowy. Do tego taki raczej porzucony, pusty, cichy i rozkopany plac, nie plac pełen hałasów, młotów i tworzenia. Jest mi przykro to przyznać, ale tak to niestety aktualnie wygląda. Nie znajduję czasu i chyba też siły, żeby te prace wykonać tak, jak bym tego chciała i nareszcie dokończyć. Ponieważ jednak przez cały ten czas uczę się nowych, dobrych rzeczy, dziś postanowiłam: zrobię to źle. Obudziłam się z wyklarowaną już myślą, którą zasiewam sobie od jakiegoś czasu – że zdecydowanie lepiej jest zrobić coś źle, niż – chcąc zrobić to doskonale – nie zrobić tego wcale. [1]

Witajcie więc na nowej greyanimalsowej stronie. Na moim rozkopanym, pustym placu, wciąż pełnym bałaganu i absolutnie nie gotowym na przyjęcie gości – wiem jednak, że i tak już tu jesteście. Strona, mimo iż zapomniana i martwa, nie publikowana nigdzie od dawna i pozbawiona udostępnień i zapraszania, jest – co zaskakujące – wciąż odwiedzana. Nie mam pojęcia, czemu to robicie! Jest tyle wspaniale działających organizacji, które na bieżąco piszą, publikują i pokazują zdjęcia – naprawdę mocno zastanawiam się co sprawia, że mimo to przychodzicie w te zapomniane zakamarki internetów. Niezależnie jednak od tego, dlaczego tu jesteście – cieszę się, że jesteście. To dla mnie naprawdę dużo znaczy. Dzięki Wam – tym kilku wejściom na zapomniane przez świat greyanimals.org – mam powód, żeby teraz wreszcie odłożyć wszystko inne, co mogłabym i co powinnam zrobić i żeby po kawałku kończyć (czy już może wskrzeszać) tą nową stronę. I po prostu starać się, żeby powoli szło to do przodu. Dziękuję Wam za to – bardzo. Ugoszczę Was więc wreszcie wirtualną kawą i postaram się napisać coś do niej.

 

Planowałam w tym artykule postawić jakiś most pomiędzy tym, na czym skończyłam pisać starego bloga a tym, co dzieje się teraz. Nie umiem tego zrobić. Być może to za daleka droga, przynajmniej na ten tekst to jest za wiele. Wydaje mi się, że lepiej będzie zrobić zatem swego rodzaju „hello world”, opisując gdzie jesteśmy dziś, a nie gdzie byliśmy i co robiliśmy, jak nas nie było.

Zatem Fundacja istnieje – wbrew krążącym gdzieniegdzie informacjom, że już umarła. Niedawno była co prawda skurczona i zmęczona po ciężkim czasie walki o przetrwanie, ale przetrwała, teraz nabiera sił. Na pokładzie mamy pięć koni, czyli od czasu Osmana bez zmian – trzy stricte fundacyjne i dwa które trafiły do nas przed założeniem GA i za których utrzymanie płacimy sami, nie Fundacja. Na dziś mamy dziewięć psów – przez jakiś czas nie przyjmowaliśmy ich wcale, więc zostały tylko te z najmniejszymi szansami na adopcję. Kot jeden oswojony, nawet za bardzo – chodzi z nami na spacery, włazi do wszystkich aut i chyba myśli, że jest psem, plus kilka dokarmianych dzikusów, które nie dają się tknąć, ale przychodzą jeść. Zwierząt tyle. Nas, ludzi jest tu już nie dwoje, a troje – choć jeden póki co nie specjalnie angażuje się w pomaganie – poza głaskaniem, drapaniem i karmieniem ciastkami, szczególnie Dżirusia i Kokoska.

Złożyło się tak, że jesteśmy tuż przed wielkim krokiem do przodu – koparką, która wjedzie na mój plac budowy i wyrówna wiele dziur, gór i przeszkód, uniemożliwiających do tej pory normalne funkcjonowanie. Po czasie ciężkiego, głębokiego kryzysu nagle pojawił się silny wiatr w żagle, który staramy się wykorzystać najlepiej jak umiemy. Co to będzie – pokażę Wam dokładnie, jak już będzie realne i namacalne stało i dało się sfotografować. Póki co tylko szkicem – robimy fajne miejsce dla kilku naszych zwierząt. Nie jest to póki co GREYt PLACE – jeszcze nie. Będziemy mogli stworzyć fundacyjny wybieg osobny od wybiegu naszych pozafundacyjnych psów – a te bardzo często to zwierzęta trudne i niebezpieczne, przez co zawsze baliśmy się Was zapraszać do nas. I choć nadal oczywiście nie możemy robić u nas imprez, hałasować i utrudniać życia sąsiadom, będziemy mieć bezpieczne miejsce aby usiąść z chętnymi na adopcję i pokazać zwierzęta w Grey Animals.
Z pewnością pozwoli nam to trochę otworzyć się na świat i sprawi, że to, co robimy na co dzień, stanie się o niebo łatwiejsze, wygodniejsze i po prostu piękniejsze, ciesząc luksusem wygody tak podstawowego zaplecza jak kojec czy płot. Czekajcie zatem z nami, bo wygląda na to, że nasz najgorszy rok zakończymy naprawdę wspaniale!

Pomoc, którą otrzymaliśmy, stawia nas do pionu i de facto pozwala nam działać dalej – bo bardzo możliwe, że bez tego Grey Animals byłaby mikruskiem jeszcze przez długi czas. Niesamowite dla mnie jest to, że są osoby, które nam ufają mimo tych wszystkich „ale” jak brak wpisów i wiadomości, kompletna cisza w sieci, brak strony i facebook prowadzony mocno nieprofesjonalnie, od okazji do okazji. To zaufanie naprawdę daje chęci i siły, żeby dalej powalczyć.
Prawda jest taka, że chcąc działać jako Fundacja, ale jednocześnie nie mając zaplecza, dużych środków i nawet za wiele czasu, uwikłaliśmy się trochę w sytuację patową. Takie błędne koło, z którego nie mogliśmy wyjść od ładnych kilku lat. Mimo wszystko staraliśmy się coś cały czas robić – a ponieważ nie było jak robić rzeczy idealnie -ba, nawet nie było jak i kiedy robić ich dobrze – staramy się więc robić je jakoś, robić co się da i jak się da, byle było coś do przodu. Teraz błędne koło zostało przerwane i wygląda na to, że po siedmiu latach działania po partyzancku Fundacja Grey Animals zacznie powoli stawać na własnych nogach. Yeeey!

Piszę to wszystko z taką myślą, że warto działać. Warto coś zrobić – niezależnie od swoich ograniczeń, od trudności jakie stoją na przeszkodzie, od powodów, dla których można zrezygnować. Mimo trudności i przeszkód warto zmusić się do zrobienia jeszcze jednego kroku – zawsze jeszcze jednego i później jeszcze jednego. Niespodziewanie na mojej fundacyjnej drodze pod górę doszłam do naprawdę ładnego miejsca, w którym jednak absolutnie nie chcę zostać. Idziemy dalej!

 

p.s.
Szybko przerzucacjąc treści do usunięcia ze strony – te automatycznie zainstalowane z szablonem lub roboczo wpisane podczas jej uruchamiania, trafiłam na ten cytat: „Courage is not the absence of fear, but rather the judgement that something else is more important than fear” – Ambrose Redmoon. Trafiony!

Do następnego!

 

Marta Wanetzky Matuszczyk

Author Marta Wanetzky Matuszczyk

More posts by Marta Wanetzky Matuszczyk

Leave a Reply

Fundacja Grey Animals

Adres:
Sierosławice 18, 46-220 Byczyna

Telefon:
+48 500162535
+48 506935278

KRS: 0000375270
NIP: 7511762559

Numer konta:
54 1050 1504 1000 0023 5398 5498

PayPal:
fundacja@greyanimals.org